poniedziałek, 30 marca 2015

Królik czy zając?

   A któż to, któż to, tak nieśmiało wychyla uszko? Czy to kurczak, może jajo, czy to królik jest czy zając? (rymowanka wielkanocna, czasy współczesne, autor woli pozostać nieznany).

   Odgrażałam się ostatnio, że królika uszyję i proszę, oto on!  Nieśmiało schowany za koszykiem, lekko szurnięty wyszedł, bo na okoliczność zbliżających się świąt palmowych z jajem zmutował. Mamy więc królika jajogłowego w rodzinie, upozowałam go w towarzystwie wielkanocnych ozdobników, zajączka udaje i tak zarabia na marchewkę. 
A skąd wiadomo, że to królik, a nie zając właśnie? Oto kilka zasadniczych różnic: królik w odróżnieniu od swojego kuzyna zająca dał się oswoić, ma krótsze uszy, żyje w stadach na terenach osłoniętych (zające preferują otwarte przestrzenie) i często w sąsiedztwie ludzi (o, o... to nasz), co rewelacyjnie zilustrował film "Królik po berlińsku", o królikach żyjących na przestrzeni wewnątrz Muru Berlińskiego. Kto nie widział, ten trąba, a tu może sobie na królika po poznańsku popatrzeć :)






wtorek, 10 marca 2015

Matrioszki piękne na wiosnę

   Zbliża się, zbliża, jeszcze chwilka i będzie tu w pełnej krasie...A kto? A wiosna, ot kto :) 
Pierwsze promienie słońca już nieźle przygrzewają, przebiśniegi kwitną, pąki też tu i tam się pojawiają, energia wraca po zimowym zastoju, ptaki śpiewają, fiu, fiu, ale się sielsko zrobiło. W hendmejdzie zatrzęsienie królików (czy też zajęcy), kurczaków i jaj, ze względu na zbliżające się święto palmowe, a ja sobie szyję lale. I jak to wśród dziewczyn na wiosnę, im również muszę odświeżyć garderobę. Czas na nowe stylizacje, kolorowe aplikacje na sukienkach, kieszonki i guziczki, a przy chustach koronki. Dziewczyny zadowolone, ja też, może więc się w końcu wezmę za królika ;)






niedziela, 1 lutego 2015

Perypetie Sowy Wielkiej Głowy

   Dawno, dawno temu...a może nie tak dawno, wielkookie sowy opanowały dziecięce pokoje. Pojawiły się wszędzie: jako motywy na tkaninach, ubrankach, meblach, kanapkach, a przede wszystkim jako poduszki i przytulanki. Założę się, że każda szyjąca przytulaki mama wyprodukowała przynajmniej jedną sowę, zgadza się? Na pewno tak... :)
Sowie szaleństwo zawitało także do FUNaberii. Były to początki mojej przygody z maszyną do szycia i szczerze mówiąc, nie wróżyły wielkich sukcesów na tym polu. Poznajcie Pana Pokrakę, pierwszą sowę jaką uszyłam, i w ogóle pierwszą stworzoną przeze mnie przytulankę. Imię bohatera zupełnie nie przypadkowe, ale darzę go ogromnym sentymentem, gdyż był w swoim czasie ulubionym partnerem sparingowym Meli Marceli. Test na wytrzymałość przeszedł bezproblemowo, a do kwestii estetycznych Marcela wielkiej wagi nie przykładała.

Pan Pokraka, czyli ciężkie początki :)
 Na szczęście, przygoda z sowami nie skończyła się na Panu Pokrace. Od jego czasów z FUNaberyjnego gniazda kilka ich wyleciało i zapewniam Was, że wraz z nimi w górę poszybowała również poprzeczka estetyczna. Dokumentacji nie ma, musicie więc mi wierzyć na słowo. A dzisiaj przedstawiam ostatni projekt. Oto Aleksander, dla znajomych Olek. Sprytna sówka z pierzastym brzuszkiem, na sesji w towarzystwie Sowy Malwiny, starszej ciotki ze spokrewnionej sowiej rodziny. I jak Wam się podoba?

Malwina i Olek, sympatyczni przedstawiciele odmiennych sowich gatunków.








poniedziałek, 26 stycznia 2015

Baby Hippo

   Jaki może urosnąć hipopotam? Duży...albo bardzo duży. To w przyrodzie, bo na moim blogu całkiem spory hipopotam może się skurczyć i być mniejszy, albo jeszcze mniejszy. 
Tak też się stało w przypadku Hipolita. Pierwszy model urósł do ponad 30 cm, a teraz dołączył do niego mniejszy, młodszy brat. Baby Hippo ma około 15 cm więc wymagał skurczenia Hipolita o połowę. Ponadto wyposażony jest w kolorowe tasiemki, aby z łatwością mogły go tarmosić malutkie rączki. Jednak, jak to w rodzinie, podobieństwa im odmówić nie sposób :)



czwartek, 22 stycznia 2015

Lucky ONE

   Styczeń już prawie za pasem, a na blogu ciągle nic. Myślicie pewnie, że szyję sobie, praca wre, muzyczka gra, z maszyny (i z kubka herbaty) para bucha, a z pod igły jak z kapelusza sypią się coraz to nowe, FUNtazyjne pampry. Jeszcze tylko krótka sesja, łypnięcie okiem w kierunku aparatu i zaraz zjawią się tu całą gromadą by ucieszyć Wasze oczy...Hmmm, piękna wizja, chciałabym, ale niestety, rzeczywistość daleka jest od tego. Od początku roku życiowe perypetie wypierają szycie, doskwiera mi chroniczny brak czasu i realizację wszelkich pomysłów odkładam na bliżej niezidentyfikowane później. Ale, ale...nie samym narzekaniem Matka Polka żyje =)
   Uchylę rąbka tajemnicy i zdradzę Wam, co mnie tak ostatnio pochłaniało. Mała M. miała urodziny! Nie byle jakie, bo pierwsze! Było to niewątpliwie najważniejsze wydarzenie miesiąca, zwieńczone super imprezą, której przygotowanie bardzo mnie absorbowało. Na tę okazję wymyśliłam jej urodzinowy uniform w postaci body z numerem 1 i srebrnej spódniczki godnej małej dobrej wróżki. Body z internetu przyszło, a spódniczkę sama uszyłam. Ta da! Prezentowało się to mniej więcej tak:


  Prawda, że szałowo ;) Do tego balony, serduszka, serpentyny, tort w kształcie litery M i urodziny gotowe! Teraz wiecie jak M. ma na imię.
I ma już 1 lat...



środa, 31 grudnia 2014

Do zobaczenia w Nowym Roku...

    Ekscytującego Nowego Roku i funtastycznej zabawy dziś...tego Wam i sobie życzę. Szybko wrzucam ostatni post w tym roku, żeby było równe 10 ;) Podziękowania dla tych, którzy tu zaglądają i się przyglądają =) Pora zmykać, Mała M. już w bloku startowym, przygotowana do swojej pierwszej sylwestrowej imprezy, czas na FUN!!!




poniedziałek, 29 grudnia 2014

Puk, puk....

   Jakiś czas temu pewna znajoma Mama poprosiła mnie o uszycie małych, kolorowych domków dla jej malucha. Stwierdziłam, że będzie to idealny prezent na Święta i ostatnim rzutem na taśmę, dokładnie 23 grudnia, uszyłam to. Ta da! Prezent już wręczony więc nie popsuję niespodzianki =) Można postawić i się bawić, a jak się znudzą stojące to powiesić dla ozdoby.



   Tak mi się spodobało szycie malutkich domków, że pewnie wkrótce uszyję całe osiedle. Nie jest to co prawda mój oryginalny pomysł (a wiadomo, takie lubię szyć najbardziej), inspirowałam się tym, co mogłam znaleźć w necie, głównie na pintereście i przy okazji w temacie małych domków wykopałam takie coś:
znalezione na etsy.com: InLittleHouses
  Urocze ścienne dekoracje z domkami wykonanymi z drewna, prosto z Australii, do kupienia na etsy.com. Minimalistyczne w formie i tak różne od kolorowego chaosu, który lubię, a jednak fenomenalne! Chętnie przygarnę jako prezent :)